2018: rok współpracy

Kiedy myślę o zawodzie tłumacza, widzę…?  Niejeden dokończy „samotnika zrośniętego ze swoim laptopem”. Faktycznie, jako rasowy introwertyk uwielbiam czasem schować się za monitorem i przez cały dzień do nikogo nie mówić. W 2018 roku wzięłam jednak udział w kilku ciekawych projektach, które pokazały mi, jak cenny – i przyjemny – jest kontakt z innymi tłumaczami.

Pierwszy raz razy dwa

W kwietniu w Storytel ukazał się lekki, pełen czarnego humoru audiobook Passe-partout, czyli opowieść o życiu Babette, która po tajemniczym zniknięciu męża zostaje sama z podupadającą galerią sztuki, dwojgiem nastolatków do wychowania i, jak szybko odkrywa, gigantycznymi długami oraz problemami z półświatkiem.

Tłumaczenie Passe-partout było dla mnie podwójnym nowym doświadczeniem: pierwszy przekładałam tekst dla lektora i pierwszy raz pracowałam przy tekście z innym tłumaczem. Ogromnie się cieszę, że robiłam to wspólnie z Iwoną Mączką – tłumaczyłyśmy na zmianę kolejne odcinki, na bieżąco konsultując co trudniejsze miejsca i dbając o jednolity styl. Myślę, że efekt jest ciekawy – można się o tym przekonać tutaj.

Bonus: w ramach tłumaczenia przygotowałyśmy ściągę z wymowy, bo niderlandzkie „ui”, „ij” i „oe” potrafią zaleźć za skórę.

Rozmowy

Parę miesięcy później, we wrześniu, wzięłam udział w Pracowni Przekładowej, organizowanej przez Biuro Literackie w ramach festiwalu Stacja Literatura 23. Grono kilkunastu tłumaczy literackich przygotowało swoje propozycje przekładowe. Zapoznaliśmy się z nimi jeszcze przed festiwalem, a  w trakcie warsztatów krótko opowiadaliśmy o swoich fascynacjach literackich i językach, z których tłumaczymy – od japońskiego przez hiszpański i arabski po mój niderlandzki i angielski.

Najbardziej cieszę się jednak z grupowych rozmów o teorii przekładu, prowadzonych przez Jerzego Jarniewicza: czym jest (dobry) przekład? Jaką pozycję w literaturze zajmuje tłumaczenie w odniesieniu do oryginału? I kim jest w takim razie tłumacz? Na co dzień rzadko mam czas przystanąć się i zastanowić nad takimi kwestiami.

Korzenie i własne tworzenie

Ostatni ważny dla mnie projekt z 2018 roku nie ma nic wspólnego z tłumaczeniem, ale z własnym pisaniem i Górnym Śląskiem, z którego pochodzę. We wrześniu ukazał się album Bez meldunku, w którym malarka Barbara Mróz przedstawiła trzynaście ważnych dla niej miejsc w Tarnowskich Górach. Moja miniaturka pod tytułem Ostrożności posłużyła jako wprowadzenie do obrazu przedstawiającego zabytkową kopalnię srebra (to ilustracja mojego wpisu!). Pozostałym obrazom – m.in. z herbaciarnią, zalewem Chechło czy starą gazownią –  towarzyszą teksty autorów z Śląskiego Klubu Fantastyki.

W ten rok wchodzę z nową energią zawodową i mam nadzieję, że podobne podsumowanie 2019 roku przyniesie jeszcze więcej pozytywnych wspomnień.

Nowe tłumaczenie: audiobook!

Niedawno ukazał się mój nowy przekład: Passe-partout autorstwa Astrid Harrewijn. To czarna komedia opowiadająca o Babette, kobiecie, której mąż zniknął bez śladu, zostawiając ją samą z dwojgiem dzieci, ogromnymi długami i galerią sztuki…

Tłumaczenie Passe-partout było wyjątkowym doświadczeniem z dwóch powodów:  po pierwsze, miałam przyjemność tłumaczyć tę książkę wspólnie z Iwoną Mączką. Przekładałyśmy na zmianę kolejne rozdziały, na bieżąco czytałyśmy swoje tłumaczenia, dyskutowałyśmy o stylu i… poprawiałyśmy sobie literówki. Dzięki temu miałam szansę świadomie zastanowić się nad własnymi rozwiązaniami translatorskimi i podejrzeć warsztat Iwony.

Po drugie, Passe-partout jest audiobookiem! Pierwszy raz mogłam więc posłuchać, jak ktoś czyta na głos moje tłumaczenie.

Pierwszy odcinek Passe-partout można znaleźć tutaj.

Podstępne słowotwórstwo, czyli o tym, jak „ster” może stać się „wzbieraniem”

Tłumacząc dla Biura Literackiego wybrane wiersze Charlotte Van den Broeck (dostępne pod tym linkiem), zaliczyłam bliskie spotkanie ze zmorą niejednego tłumacza poezji: neologizmem. Nachtroer, bo o to słowo chodzi, jest tytułem całego tomu i otwierającego go wiersza, a przy okazji Czytaj dalej Podstępne słowotwórstwo, czyli o tym, jak „ster” może stać się „wzbieraniem”

Pierwszy wiersz ucieka z szuflady, czyli o przekładzie Albertiny Soepboer

Co można znaleźć w mojej szufladzie?

Czasami, choć nieczęsto, zdarza mi się tłumaczyć do szuflady. Najczęściej wtedy, gdy zachwycę się czytanym po niderlandzku wierszem. Tak właśnie było z Bezonken, najnowszym tomikiem Albertiny Soepboer – niektóre z zawartych w nim utworów spodobały mi się tak bardzo, że na własny użytek przełożyłam je na język polski.

wiersz albertiny Soepboer ucieka z szuflady…

Ta fryzyjska poetka (pisząca także po niderlandzku) tworzy krótkie, tajemnicze wiersze. Każdy z nich Czytaj dalej Pierwszy wiersz ucieka z szuflady, czyli o przekładzie Albertiny Soepboer

Długa droga, czyli MFO we Wrocławiu

W niedzielę na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania odebrałam nagrodę za tłumaczenie opowiadania „The Ally Ally O” Lucy Caldwell. Bardzo się z tego cieszę. Ale najważniejsza jest nie sama nagroda, tylko potwierdzenie, że idę właściwą drogą. A ta droga jest dużo dłuższa, niż mogłoby się wydawać… Czytaj dalej Długa droga, czyli MFO we Wrocławiu

Najlepsza holenderska książka 2016 roku?

Dzisiaj listonosz przyniósł mi wyjątkową ciężką przesyłkę – sześć książek. Czeka mnie ciekawe zadanie: wybrać najlepszą z nich. Dlaczego? W tym roku należę do jury czytelniczego nagrody literackiej ECI, co znaczy, że wspólnie z 49 innymi czytelnikami będę decydować o tym, która niderlandzkojęzyczna książka wydana w ubiegłym roku może nosić tytuł najlepszej. Czytaj dalej Najlepsza holenderska książka 2016 roku?

Opowiadanie do przeczytania online

„Pewnej nocy dwunastego miesiąca księżycowego tego roku dwie silne dłonie przyparły młodego Tangmoo do dna rzeki Mae Ping, jak na ironię spełniając w ten sposób jego jedyne życzenie. Tangmoo młócił ramionami w wodnym wirze. Rozbłyski fajerwerków odbijały się w białkach oczu, a stłumione krzyki unosiły się w bańkach powietrza, pękających bezgłośnie na powierzchni: ratunku, ratunku, ratunku, ratunku!”
 Polskie tłumaczenie dostępne gratis

Tak rozpoczyna się przetłumaczone przeze mnie opowiadanie Thomasa Olde Heuvelta, które w 2014 roku zostało nominowane do nagrody Hugo. Całość tekstu o przygodach młodego Taja Tangmoo, który nie miał żadnych życzeń, można przeczytać bezpłatnie w magazynie internetowym Silmaris (dostępnym pod tym linkiem).

O Thomasie Olde Heuvelcie

A tutaj pisałam więcej o twórczości Thomasa Olde Heuvelta, nazywając go „cudownym dzieckiem holenderskiego fantasy”. Czy słusznie?

Shut Up & Write: wskazówki dla pisarzy i tłumaczy

Chyba nadszedł dla mnie „rok pierwszych razów”: na Szortalu ukazało się moje krótkie opowiadanie, potem skończyłam swój pierwszy przekład książkowy, a wczoraj wieczorem po raz pierwszy wzięłam udział w amsterdamskim spotkaniu Shut Up & Write, z którego wyniosłam kilka ciekawych wskazówek dla piszących i tłumaczących. Czytaj dalej Shut Up & Write: wskazówki dla pisarzy i tłumaczy

Trzy miesiące z gangsterami, czyli mój pierwszy przekład książkowy

Stało się! Po trzech miesiącach codziennych randek z gangsterami – albo, jak kto woli, pracy – nadszedł koniec. Moje pierwsze tłumaczenie książkowe, dobre dwieście dwadzieścia stron intryg z amsterdamskiego półświatka, powędrowało do redaktora, a ja… a ja nagle mam dużo więcej wolnego czasu 😉

Czekam, aż a) redaktor przywróci mojemu rozdętemu ego właściwe proporcje  b) książka pojawi się w zapowiedziach wydawnictwa!