… świat bez tłumaczy

Co by było, gdyby nagle zniknęli wszyscy śmieciarze, nauczyciele czy pielęgniarki? Świat natychmiast pogrążyłby się w chaosie. A gdyby tak nagle zabrakło PR-owców czy telemarketingowców? David Graeber w swoim tekście On the Phenomenon of Bullshit Jobs sugeruje, że taka zmiana mogłaby wyjść światu co najwyżej na lepsze. Przykładem takiego wydarzenia były strajki bankowców w Irlandii – półroczne zamknięcie wszystkich banków nie wpłynęło znacząco na gospodarkę czy życie codzienne.

A jakie byłyby skutki potencjalnego zniknięcia wszystkich tłumaczy? Katastrofa? Niekoniecznie. Ale na pewno na świecie zapanowałby bałagan nieco większy niż zwykle – wyobrażam sobie nieporozumienia na międzynarodowych konferencjach, zmarszczone brwi robotników-emigrantów w niejednej fabryce czy długie rozmowy między chorymi cudzoziemcami a lekarzami. Nie mówiąc już o wesołych przygodach, jakie mogłyby się zdarzyć w instytucjach europejskich.

Z czego pozwalam sobie wyciągnąć prosty optymistyczny wniosek, że tłumacz nie należy do zawodów gówno wartych. A ciekawym, co to eleganckie określenie znaczy i dlaczego jest istotne w dzisiejszym świecie, polecam oryginalny tekst (lub jego polski przekład, dostępny tutaj).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *